środa, 19 czerwca 2013

NIEZWYKŁA MIŁOŚĆ rozdział 2 cz.1

Po tym cudownym spotkaniu, musiałam wracać do domu. Wracałam w połowie sama. Mikołaj tylko podwiózł mnie do przystanku. Było naprawdę bardzo późno. Może była pierwsza w nocy? Nadal nie mogę się otrząsnąć. ON i ja?! Pocałunek... Coś mi tu nie gra. Najbardziej przejmowałam się faktem, że moja komórka jest w pełni rozładowana, a mama nie może do mnie się dodzwonić. Doszłam do mojego domu. W pośpiechu szukałam kluczy. Ręce mi się dziwnie trzęsły i w ogóle byłam taka poddenerwowana. - O Boże, nie mam kluczy! Niee! Już nic gorszego nie mogło się stać - wrzeszczałam wkurwiona. Co ja mogłam zrobić? Waliłam w drzwi, nikt nie otwierał. Może znowu wszyscy pojechali do cioci Zosi? - Może śpią... 
Niestety nie spali. Zrobiłam 4 kroki w lewo i zobaczyłam przez małą dziurkę w szybie, że naprawdę nikogo nie ma. Roksi - mój pies, tylko szczekał. - No nic, idę do Mikołaja... - pomyślałam. Udałam się na przystanek autobusowy. Autobus miałam za siedem cholernych minut. Wsiadłam, po chwili wysiadłam i pobiegłam w stronę bloku chłopaka. - Kurwa, pod jakim on mieszkał...a! Pod dwadzieścia cztery. Nie chciało mi się już czekać na tą windę. Wbiegłam na 4 piętro. Byłam zdyszana i zziajana. 
- Mikołaj, jak dobrze cię widzieć...- przytuliłam się mocno do niego i poleciały mi łzy.
- Łucja, co ty tu robisz? Wszystko dobrze? - zapytał się bardzo troskliwie, co mi zaimponowało. 
- Nie jest dobrze.
- Co się stało?
Opowiedziałam mu wszystko z najmniejszymi szczegółami. On mnie tylko mocno trzymał i nie puszczał.
- Chcesz coś zjeść, napić się?
- Poproszę zwykłej, zimnej wody - odparłam. - Sam jesteś?
On mówił, jak by czuł się źle, samotnie...
- Tak, sam. Rodzice wyjechali na dwa tygodnie.
Bez słowa, opatulił mnie swoim ciepłym szlafrokiem i pocałował. Rozłożył duże, niebieskie łóżko, do którego poszłam. Noc była udana.
Z samego rana, po śniadaniu, które sam mi przygotował, zaproponował, że pojadę do swojego domu, aby sprawdzić, czy już przyjechali. Pojechaliśmy, ale nikogo nie zastaliśmy. Ja także skontaktowałam się z matką. Wszystko jasne! Są najebani u ciotki... Prędko nie wrócą do domu, współczuję tylko Oliwce ( mojej młodszej siostrze ), że musi tam siedzieć. 



niedziela, 16 czerwca 2013

NIEZWYKŁA MIŁOŚĆ rozdział 1 cz.5.
Tym ,,zajebistym'' miejscem był romantyczny pomost nad pięknym jeziorem. Siedzieliśmy sobie. Myślałam...jak cudownie by było go tak pocałować. Ale taki chłopak i ja? To nielogiczne. Słońce pięknie grzało. W pobliżu nie było nikogo.
- Łucja, masz na sobie kostium kąpielowy? - zapytał mnie.
- Nie mam... Nie wzięłam, nie miałam pojęcia, że byśmy się kąpali.
Boże, nie wzięłam kostiumu! Ale jak ja bym wyglądała, jestem dość szczupła, ale moja figura nie jest taka, jaką bym chciała. Poza tym nie mogę się kąpać. Dopiero co zaczął mi się okres. Nie chcę zakazić się. On nagle odszedł gwałtownie i wskoczył do wody. Jezu, jego klata... Tak bardzo bym chciała tam wskoczyć. Nagle poczułam wodę na nodze. To on mnie pochlapał. Krzyczał: - Łucja, wskakuj! W końcu sam złapał mnie za rękę i wskoczyłam. Wykorzystałam okazję i złapałam go za ręce, mówiąc, że nie umiem pływać. On otarł mi grzywkę z oczu i pytał, czy mi ciepło. Powiedziałam, że nie. Objął mnie. Poczułam taki spokój. Potem jednak puścił i na rękach odniósł na pomost. Osuszyłam się i w ogóle nie przejmowałam się, że nie mogę się kąpać. On był mi najważniejszy. Nie mam pewności, czy ja dla niego też. W końcu wyszedł z jeziora taki zmarznięty, opatuliłam go moją bluzą. Robiło się późno... Był piękny zachód słońca, my wstaliśmy, nagle poczułam jego dłoń na moich biodrach. Jego piękne oczy patrzyły prosto na mnie, a on robił te swoje spojrzenia.
- Łucjo...
- Słucham?
- Jestem warty twojej miłości?
Nie wiedziałam co powiedzieć. Czułam się zagubiona, ale w końcu powiedziałam, że tak.
- Chciałbym Ci coś powiedzieć... 
- Tak, wiem jestem brzydka - chciałam coś palnąć.
- Jaka brzydka?! Jesteś piękna, naturalna, coś w tobie jest, czego inne nie mają. Czy mam godność zostać twoim chłopakiem? - zapytał. - Przy tobie czuję się sobą. Jesteś dla mnie taka ważna.
- Jezu, Mikołaj. Nikt tak do mnie nigdy nie powiedział. Zawsze czułam się nie zbyt ładna. Z tobą jest inaczej. 
On mnie przytulił, nie puszczał. W końcu nasze usta się złończyły, było mi ciepło... Najpiękniejsza chwila w moim życiu.










niedziela, 2 czerwca 2013

NIEZWYKŁA MIŁOŚĆ rozdział 1 cz.4.
Kiedy tylko się obudziłam, zaczęłam pisać sm-sy z Mikołajem. ( Tak miał na imię.) Fajnie, nie? Poszłam na śniadanie. Mama z babcią przygotowały jakieś kanapki. Jak zjadłam, natychmiast poszłam do pokoju i szukałam czegoś odpowiedniego. Znalazłam niebieskie jeansy i fajną bluzkę z dekoldem. Nienawidzę robić makijażu, ale chciałam jakoś zakryć te krosty...Wyglądałam spoko. Kiedy wyszłam, zobaczyłam Mikołaja na skuterze. Pomyślałam: ,, - Boże, jakie ciacho''...
- Cześć Łucja - przytrzymał moją dłoń delikatnie a mnie objął tak po przyjacielsku.
- Hej.Tęskniłam... - odparłam.
Byłam nim tak zafascynowana, że nawet nie wiem kiedy, torebka mi upadła. Podniósł mi ją, wyczyścił swoją bluzą z błota, co było urocze. 
- Załóż kask - powiedział i podał mi go. - Założę ci. Czasami się zacina - zakładał mi go bardzo powoli, melancholijnie. Przechodziły mnie dreszcze, ale nic nie mówiłam.
- To... Gdzie jedziemy? - zapytałam.
- To będzie niespodzianka. Znam zajebiste miejsce - mrugnął do mnie okiem.
Podczas jazdy, cały czas trzymałam się jego pleców. Czasem nachodziła mnie straszna ochota, żeby się do niego mocno wtulić...
NIEZWYKŁA MIŁOŚĆ rozdział 1 cz.3
Kiedy poszłyśmy na przystanek, wszystko poszło nie tak. Najpierw okazało się, że autobus będzie za pół godziny. 
- Ja nie wytrzymam! Biegniemy - krzyknęła Anka.
- Teraz?! Tam?! To ok. 4 km! - wydusiłam, ale przyjaciołom się nie odmawia...
Biegłyśmy, ale byłyśmy tam w ciągu pół godziny. Nikogo już nie było... Drzwi były otwarte... Ze spokojem weszłyśmy i był tam powalająco przystojny chłopak. Blond włosy, niebieskie oczy, duża żółta bluza i miał air maxy. Moje ulubione buty. Siedział sobie jak gdyby nigdy nic. Był mega seksowny. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Moje oczy o mało nie wyleciały mi z orbit.
- Chodź, szukajmy telefonu - powiedziała Ania, ale poszła gdy zobaczyła, że mnie to nie obchodzi.
W końcu się ośmieliłam i podeszłam do niego.
- Cześć... - powiedziałam nieśmiało wstrzymując oddech.
Chłopak poruszył się, wyjął słuchawki i powiedział pewniej ode mnie. ,,- Siema''.
- Czy... ty...ty...ty... - zaczęłam się jąkać z nerwów. Grzywka swobodnie opadła mi na oczy. Tak jak by chciała oderwać od niego wzrok... Nieznajomy poprawił mi ją z taką czułością i delikatnością.
- Więc czy ty widziałeś taki telefon...no... taki... czarny... - i wtedy gardło zaczęło mnie ściskać, a w brzuchu poczułam ,,motylki''.
- Nie, nie widziałem, ale za to widzę piękną twarz.
Zamurowało mnie... A jeśli to kolejny podrywacz? Ale musiałam mu odpowiedzieć.
- Mówisz o mnie?
Zrobił się czerwony jak burak. Szybko zmienił temat. Gadaliśmy przez ok.15 min, a już tyle się o nim dowiedziałam. Naszą rozmowę przerwała Ania.
- Łucja, zbieramy się! Nie mam telefonu - zbierało jej się do płaczu.
Podałam mu swój numer telefonu.............

NIEZWYKŁA MIŁOŚĆ rozdział 1 cz.2
Jechałam z mamą autobusem. Jezu, jak w nim śmierdziało! Facet obok mnie chyba nie wiedział co to antyprespirant. Włosów łonowych chyba też nie golił. Teraz jesteśmy na jakiejś ogromnej sali, gdzie pełno poddenerwowanych ludzi. Zależało im na wygranej, jak mojej mamie. Mama wystawiła na stolik piękne kwiatki i różnego rodzaju nawozy. Myślałam, że dostanę tam zawału. Siedziałam na ławeczce i tylko marudziłam, że chcę do domu. Ku mojemu zaskoczeniu matka wygrała! Pojechałyśmy do domu.
Gdy wróciłam do domu, natychmiast włączyłam komputer. Weszłam na skype i zaczęłam gadać przez kamerkę z Anką ( moją najlepszą przyjaciółką). Opowiedziałam wszystko ze szczegółami, że mama wygrała cały ten konkurs. Nagle coś zaczęło przerywać... Ania gwałtownie się rozłączyła. Myślałam: ( ty s*ko, rozłączasz się jak ci coś tłumaczę.) Po chwili siedzenia przed kompem, usłyszałam mój telefon. Odebrałam. Usłyszałam Anię. Krzyczała: 
- Łucja! Zostawiłam telefon! - była bardzo zdenerwowana.
Nie wiedziałam za bardzo o co chodzi. No bo kurde...ktoś mi przybiega, krzyczy nie wiadomo co.
- O co chodzi? ...Spokojnie... - uspokajałam ją.
- No ja też tam byłam... gdzie wy! Moja mama nie startowała co prawda... w konkursie, ale chodzi tam na praktyki. Zostawiłam telefon!
- O Jezu... Musimy tam jechać nim będzie za późno - odparłam.